Śmiech też leczy. Czasem mocniej niż leki.
Zanim zostałam mamą, dużo mojego życia kręciło się wokół pracy — ale jeszcze więcej wokół ludzi.
Zawsze wierzyłam, że pomoc, obecność i życzliwość mają realną moc.
Że nie zawsze trzeba mieć lekarstwo — czasem wystarczy czas, uważność, kolorowy nos i serce otwarte na drugiego człowieka.
Z takiego myślenia narodził się mój pomysł, by dołączyć do Fundacji Dr Clown.
Po szkoleniach, przygotowaniu i wielu godzinach nauki bycia klaunem – stałam się Doktorem Clownem.
I razem z grupą przyjaciół utworzyliśmy pododdział bielskiego oddziału Fundacji Dr Clown w Żywcu, rozpoczynając regularne odwiedziny w szpitalu w Żywcu.
Dzieci na oddziałach nie potrzebują tylko leczenia. One potrzebują normalności, poczucia bezpieczeństwa, zabawy, rozmowy, uwagi i zwykłego: „Fajnie, że jesteś”.
Potem pojawiło się macierzyństwo — i przerwa.
Przerwa pełna innego rodzaju troski, miłości i doświadczeń.
A teraz — po 7 latach — wracam. Z nową perspektywą. Z jeszcze większą wrażliwością. I z ogromnym przekonaniem, że ten projekt ma sens.
I zapraszam innych, którzy czują, że chcą być ważni dla kogoś w najprostszy sposób — przez obecność.
Bo śmiech obniża lęk i stres u dzieci.
Bo chorujące dzieci potrzebują nie tylko lekarzy — potrzebują człowieka.
Bo wolontariat daje poczucie sensu. To nie tylko pomoc innym — ale także ogromna zmiana w nas samych.
Bo niesienie dobra wzmacnia psychicznie.
Bo to rozwój osobisty w praktyce.
Bo tworzymy wspólną drużynę.
Bo dobro jest zaraźliwe. A raz poczuty sens — najczęściej zostaje na długo.
Nie trzeba mieć doświadczenia medycznego.
Nie trzeba mieć supermocy.
Trzeba tylko mieć serce, czas i gotowość, by powiedzieć:
„Jestem. Widzę Cię. Jesteś ważny.”
Zapraszam do współtworzenia Oddziału Dr Clown w Żywcu.
Bo czasem ktoś, kto nie ma leków — potrafi dać najważniejsze lekarstwo: nadzieję.